Jedziemy w stronę domu. Będę mieszkał przy jeziorze Pontchartrain, mniej więcej w połowie drogi miedzy portem lotniczym, a Nowym Orleanem.

Wszędzie zielono. Im bliżej Nowego Orleanu tym więcej starych dębów porośniętych mchem hiszpańskim.
Po drodze z lotniska do domu zahaczamy o sklepik z owocami morza. Świeże krewetki w cenie od czterech dolarów za funt, ostrygi po tyle samo, ale za tuzin. Filety z suma po sześć, z lucjana czerwonego (red snapper) po dziewięć. Na koniec mój przysmak, raki po dwa czterdzieści za funt. Tutaj przyrządza się je na ostro. W tym samym wywarze gotowane są też kukurydze i ziemniaki w skórkach, zupełnie inny smak. Już żałuję, że będę tu tylko kilka dni.



Niedługo później z raków zostało tylko to 🙂 Czemu tego nie ma w Polsce?


Dodaj komentarz